|
Kobieta - puch marny! Kobieta - niebianka! Kobieta - to cacko! To raju mieszkanka! To wietrzna istota! Serc ludzkich królowa! To rodu ludzkiego... mniej ważna połowa! Kobieta? A ja wam powiadam zaiste: Gdy myśli porządnie i serce ma czyste, Gdy od czczych uniesień i marzeń jest wolna, Gdy szczerze dla drugich poświęcić się zdolna, Gdy ziemię swą kocha uczuciem poczciwem, Gdy myślą od pracy do Boga aż sięga, Och! Wtedy kobieta jest świętym ogniwem, Które ziemię z niebem sprzęga. |
|
Z mych pocałunków szata twej nagości, Z warg mych na niej purpurowe róże, W które cię stroić nigdy nie znużę, Tknąć ciebie kwiatom broniąc w ust zazdrości! Z zachwytów moich kadzidła wonności, Co owieją cię w uwielbień chmurze! Z dumy mej tobie stopień i podnóże, I hołdowniczy kobierzec miłości! Na swojej skroni twoje stopy noszę Jako niewolnik pełne kwiatów kosze... Ugięty klęczę i powstać się boję! Na czole stopy twoje obnażone Dzierżę jak żywych klejnotów koronę, Bo na twych stopach chodzi szczęście moje! Co jest za mną, Wierzyński Kazimierz Każdy dzień cię zabiera, każdy mi cię kradnie I jest mi coraz puściej, coraz bardziej źle, W skrytości serca ważę i przeliczam na dnie To wszystko, co jest za mną, co przeciwko mnie. I przyznaję się w głębi do wszelkich słabości, Do wszystkich klęsk, nieudań i bolesnych strat - Tylko wyrzec nie mogę się owej miłości, Która mi ciebie daje i zasłania świat. |
|
Gdy pochylisz nade mną twe usta pocałunkami nabrzmiałe, usta moje ulecą jak dwa skrzydełka ze strachu białe, krew moja się zerwie, aby uciekać daleko, daleko i o twarz mi uderzy płonącą czerwoną rzeką. Oczy moje, które pod wzrokiem twym słodkim się niebią, oczy moje umrą, a powieki je cicho pogrzebią. Pierś moja w objęciu twej ręki stopi się jakby śnieg, i cała zniknę jak obłok, na którym za mocny wicher legł.- |
|
Jak płomień, przylgnąć wzdłuż twojego ciała, Dotknąć się ciepłej, woniejącej skóry, W ramiona wpleść się i, jak oszalała Burza, w pocałunków rzucić się wichury! Całować szepty, i krzyk twój i śmiechy, W krew twą się wessać i w świętym zachwycie Upić się tymi grającymi echy, Które wydziera os wieczności życie! |
|
O piękna Pani z krzeseł Perfumom* której chciałbym cały przesiąc, Pani ma tyle ogni, których nikt nie skrzesał, Pani może kochać cały miesiąc A ja wiem, żeby kochać - pani ma rację - Trzeba dużo pieniędzy i szklanych słoni, A my mamy tylko słów nieznanych plantacje I kangury skaczące po nich Nie notuje nas żadna giełda I nie tuczy nam brzuchów business Bo nasz towar się utkać z mgieł da I transakcją handlową drwi z nas ... O piękna, czarna damo Perfumy której ciała, jak jad uśmierca Wyjdź, tam w mroku już czeka na ciebie przed bramą Samochód mojego serca |
|
W czarnym trykocie lśniącym i w kasku z gumy czerwonej zachodzi w morzu jak słońce, tylko z przeciwnej strony. Zamieszana w srebrzystą pianę, zamiatana szumiącą grzywą, przekomarza się z oceanem, który chciałby ją kochać nieżywą. Leży jak w łożu, Na fali oparła głowę. Otworzyła ramiona płowe. Całą oddana morzu. Morze wzbiera ponad krawędzie, zagarnia ją chciwym ruchem - i są jak Leda z Łabędziem, okryci łabędzim puchem. Jak muszla wpół zanurzona w fal szmaragdowych obiegu, wsparta na smukłych ramionach faluje leżąc przy brzegu. Odpina z ramion zapięcia, otrząsa krople z dłoni: łzy szczęścia gorzkiej toni, która ją miała w objęciach. Jak skarb wyrzucony przez fale otoczona kontuarem blasku spoczywa rozparta wspaniale na migdałowym piasku. |
|
Ile razem dróg przebytych? Ile ścieżek przedeptanych? Ile deszczów, ile śniegów wiszących nad latarniami? Ile listów, ile rozstań, ciężkich godzin w miastach wielu? I znów upór, żeby powstać i znów iść, i dojść do celu. Ile w trudzie nieustannym wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń? Ile chlebów rozkrajanych? Pocałunków? Schodów? Książek? Ile lat nad strof stworzeniem? Ile krzyku w poematy? Ile chwil przy Beethovenie? Przy Corellim? Przy Scarlattim? Twe oczy jak piękne świece, a w sercu źródło promienia. Więc ja chciałbym twoje serce ocalić od zapomnienia. |
|
My proszę Pani, mamy zmartwienie, bo dziś nie kwitną złote złocienie, bo dziś nie kwitną białe narcyzy, powystrajane w pachnące kryzy. Nawet wesoły bratek nie kwitnie ciemnoniebiesko i aksamitnie... A to doprawdy ogromna szkoda, że na Dzień Kobiet pusto w ogrodach. Więc przynosimy Pani kochanej wszystkie te kwiatki narysowane. A z tych rysunków będzie bukiecik od całej klasy, od wszystkich dzieci. |
|
|